czwartek, 5 września 2013

Sąsiedzka pomoc

Tak się złożyło, że żadne z nas nie mogło odebrać Jasia z przedszkola. Najurokliwsza nie mogła wyjść wcześniej z pracy, ja miałem ważne spotkanie. Przed nocowaniem w przedszkolu bądź pogotowiu opiekuńczym Jasia uratowali zawsze pomocni sąsiedzi :) Chwała im za to, trzeba będzie się odwdzieczyć choćby wspólnym piwem. Młody też się z tej koncepcji ucieszył, za Marcinem przepada, pójdzie w gości do koleżanki z grupy, będą wracać z przedszkola razem. Same atrakcje.
Ale na razie po pracy szedłem po Niego,, trochę niepokoju czaiło się w głowie, czy był grzeczny, czy Marcin dał sobie radę z dwójka potworków, czy Jaś nie stwierdził że poczeka jednak w przedszkolu na mnie... Otuchy dodawała mi wizja stęsknionego syna rzucającego mi się na szyję z krzykiem "Tatusiu ! Nareszcie jesteś !". Ech, rodzicielskie mrzonki...
Wchodzę. Na odczepnego rzuca mi "Cześć" znad zabawek. Ola wykazała większe zainteresowanie mną. W dodatku dała mi 6 książeczek o Florentynce czy Martynce i uważnie pilnowała, żebym obejrzał wszystkie obrazki :)
A stęskniony synuś chwycił mnie za rękę i zaczął ciągnąć do drzwi. ??? Chce do domu ??? Usłyszałem kategoryczny ton nie przewidujący sprzeciwu:
- Tata musisz iść do domu odpocząć, a ja z Marcinem pójdę na placyk !!!

Mały żmij na własnej krwi wyhodowany...

Mina zaskoczonego Marcina też nie wskazywała zachwytu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz