wtorek, 17 września 2013

Kasztany

Jesień, wrzesień, więc wybraliśmy się na kasztany. Do najbliższego parku. Sprawdziłem na Wiki, jak wygląda drzewo rodzące kasztany. Wzięliśmy plecak, woreczki, spodziewaliśmy się obfitego łupu. Pełni zapału obeszliśmy całkiem spory park wzdłuż i wszerz. Cóż... Nie spotkaliśmy ani jednego kasztanowca.
Za to spotykaliśmy całe stadko wujatek (j. jasiowy - wiewiórek). A nie mieliśmy ani pół orzeszka, ciasteczka. Młody jednak jest urodzonym eksperymentatorem, w dodatku dość zaradnym. Postanowił sprawdzić, co te zwierzęta jedzą. Liśćmi nie były zainteresowane. Patyki wzbudzały reakcję odwrotną do pożądanej - wiały na najbliższe drzewo mając pełne gatki. Odkryciem okazały się szyszki. Wzbudzały zainteresowanie. Jaś rzucał. Wujatka podbiegała. Brała sysunię w łapki, wąchała i szła dalej. I następna. I jeszcze jedna. Nie najadły się, ale chociaż gimnastykę mialy :),Dobrze to im na figurę zrobi.

A kasztany znaleźliśmy następnego dnia w innym parku. Dwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz