Jak zwykle, przygoda w drodze z przedszkola. Tym razem mieliśmy misję: kupić szary papier pakowy. Trzeba paczkę wysłać. Więc maszerujemy z długą tubą, rurą na przystanek. Czekamy na autobus, rura kusi ku zabawie, więc na szybko wprowadzam syna w świat nowych zabaw. Rura staje się to lunetą do obserwacji otoczenia, to tubą do przenoszenia głosu na odległość, zabawy w brzuchomowców.
Ludzie patrzą na nas trochę jak na ufoludki, kto to widział, żeby zamiast nerwowo spieszyć się do domu, niecierpliwić że tego cholernego autobusu ciągle nie ma, zamiast sztorcować dziecko, że się wierci i nudzi, bo przecież mogłoby się pobawić w cierpliwego biznesmana cierpliwie i statecznie wypatrującego limuzyny my - doskonale się bawimy, robiąc hałas i wybuchając salwami śmiechu.
Trochę nieśmiało podszedł do Juniora chłopiec, przedstawił się grzecznie: imię nazwisko mam 5 lat. Jasiek się grzecznie odwzajemnił. Czy mogę też popatrzeć przez rurę ? Pewnie że tak ! I już jest nas trójka, zaraz zaczęliśmy trąbić w niebo, sprawdzać skąd dochodzi głos, eksperymentalnie zamykać ręką wylot z rury sprawdzając co się dzieje ze słowami, gdzie znikają, cichną... Mama chłopca tak jakby zagubiona, na twarzy miała dylemat głęboki, czy namawiać swojego do powrotu do zabawy w wypatrywanie limuzyny, czy też może dołączyć do nas i zadąć trąbą w niebo... Szczęśliwie jej rozterki przerwał przyjazd autobusu. Szkoda, ciekawe, czy by się odważyła ;)
I po co dzieciom drogie wymyślne zabawki, skoro rulon papieru zapewnił lepszą zabawę niż Furby ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz