Szykują zakaz handlu w niedziele. Podobno dzięki temu będziemy chodzić z dzieckiem do parku na spacer zamiast do centrum handlowego...
W związku z tym postanowiliśmy zacząć się wdrażać w nowy rytm. Tak, na wszelki wypadek. Żeby nie narazić dziecka na szok, zaburzenie poczucia bezpieczeństwa, zaczęliśmy od C.H. niedzielnym przedpołudniem. Mieliśmy dwa niezbyt mocne usprawiedliwienia:
1. Załatwić reklamacje butów, co w tygodniu jest awykonalne bo daleko.
2. Pogoda pt. albo zaraz będzie potop, albo przejdzie bokiem, z dzieckiem nie będę ryzykował.
W drodze już go stroiłem, że jak nie zacznie padać (!) to może (!) pójdziemy do lasu. Podchwycił pomysł. Pobyt w C.H. przebiegł wg mocno skróconego programu , chociaż nie obyło się bez przejażdżki "autko-wózkiem" i spaceru przez empik. Nie udało mu się jednak wyżebrać książeczki o Rainbow Dash (tzw. Wipony = My Litttle Ponyw) ani auteczka (= zdalnie sterowane Porsche) ani przejażdżki na zjeżdżalni w McDo. Sukces. Wsiadając do auta sam przypomniał "To teraz do lasu". Z doświadczenia wiedziałem, że parkiem go nie oszukam. Rzut oka na chmury, wyprawy dalekiej nie zaryzykuję. Szczęśliwie mieszkańcy stolicy zapuszczone bądź niezagospodarowane parki nie wiedzieć czemu swą laskami. Pójdźmy tym tropem... Przebłysk geniuszu, jeden z nich tuż obok, w nim grodzisko wczesnośredniowieczne, robimy wycieczkę krajoznawczą
On ma ze mną przechlapane, nie może pobiegać po prostu po łące, zawsze muszę dorzucić tzw. treść dydaktyczną.
Wchodzimy w tzw. lasek. Za pasem drzew teren piknikowo- grillowy, i kawałek polany ukwieconej ! Więc w te pędy przed siebie, na przełaj, hurrra !!! Gdzieś z dołu, mniej więcej na wysokości pasa, dobiega szczęśliwy cienki głos "Ale suuuper !". Podziela mój entuzjazm
A w oddali... Jakiś wał ziemny. Ani chybi osławione grodzisko. Tylko coś takie równe... Może ówcześni prawarszawiacy z czasów Warsa i Sawy znali linijkę i cyrkiel ? A, pewnie w ramach atrakcji turystycznej conieco poprawili, aby nie rzuciło estetyki symetrii. To ja wole jednak te ukryte w lesie, ledwie widoczne wśród mchów. Albo skansenik w Mrówkach. Park w stylu angielskim nigdy nie będzie lasem.
Podbiegamy bliżej. Oczom nie wierzę... W wał ziemny wkopana siatka ogrodnicza i ładne krzewy obsadzone. Prawie róże. Zaczyna mi to przypominać pseudoantyczne świątynię dumania w dawnych posiadłościach ziemskich i skalne ogródki na działkach. Krasnoludka brakuje, brrr....
A wokół wału - drewniana ścieżka, z desek, trochę jak niektóre zabłocone szlaki bieszczadzkie. I to syncia najbardziej urzekło. Stwierdził, że to tory i bawimy się w pociąg. Dobra, materiału na pogadankę dydaktyczną i tak nie widać Więc w te pędy, ciuch ciuch koła w ruch !!! I pędzimy coraz prędzej, a kto to tak gna, pierwsze okrążenie, drugie, trzecie, nagle gwizd, nagle świst, stacja kolejowa, i dalej przed siebie.
Tylko dwaj emeryci w slipkach i basebalówkach białych patrzyli na nas jak na kosmitów. Odwzajemniliśmy się tym samym
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz