piątek, 26 października 2012

Czekając na Ciocię

Wygrana bitwa czasem przesądza o przegranej wojnie. Brak perspektywicznego myślenia w połączeniu z inwencją szkraba okazał się dla mnie zgubny.

Ulubiona ex opiekunka zapowiedziała wizytę. Ok, Młody będzie miał radochę, ja może chwilę wytchnienia od udawania karuzeli lub wierzchowca.Trudno powiedzieć, który z nas bardziej cieszył się na tą wizytę.

Tak więc... Wracamy sobie z przedszkola. Zgodnie z tradycją, próbuje obejść lub skrócić stałe punkty programu. Zadaniem przerosnietego krasnala jest udaremnić te wysyłki. Zabawa przednia, kto kogo, ćwiczenie wytrwałości w dążeniu do celu, ustalania pozycji w stadzie, negocjacji... Tym razem mam jednak Asa w rękawie. W chwili grożącej przegraną potyczka rzucam: "A może już na nas czeka" / "Musimy sprawdzić czy Jej nie ma pod domem" / "Chodźmy zobaczymy pod drzwiami czy nie stoi" / "Musimy zdążyć się przygotować do wizyty" / ... Potyczki wygrywam bez wysiłku, moja czujność została uśpiona.
Pierwszy niepokojący sygnał odbieram w okolicy domu: "Nie ma Jej, chodźmy zobaczyć na przystanek"... Nie zareagowałem odpowiednio. Weszliśmy do domku, ze zbyt rozbudzona nadzieją. Poszukiwania Cioci, w szafie, za kanapą, pod łóżkiem nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. I FOCH. Butów nie zdejmie, kurtki nie zdejmie, nie przebierze się, On musi na przystanek tramwajowy czekać na ciocię. 20 minut. Zdesperowany stanął przy oknie i z zapałem, bez możliwości sprzeciwu, tłumaczy mi, że w tramwaju, który właśnie przejechał, widział Ciocię, i musimy natychmiast zejść do Niej ! Argumentów mi zabrakło. Kurtka zdjęta, osobiście mu ją zdjąłem. Nauka samodzielności może poczekać... Zrezygnowany usiadł obejrzeć ulubioną bajkę. Spodnie przedszkolne, buty. Zrezygnowany usiadłem obok, nie będę go prowokował przecież. Podobno któryś musi w końcu ustąpić, zgodnie ze wszelkimi teoriami negocjacji i mądrościami ludowymi. Siedziało więc sobie dwóch frustratów udając że fascynuje ich film o ciekawskiej małpce...
Bajka się skończyła, oponenci nabrali sił, rozległ się bojowy okrzyk "Idziemy po ciocię na przystanek tramwajowy". Wygrał. Pogoda ok, niech się przejdzie. Niech mu będzie. Szczęśliwie jak doszliśmy, właśnie wysiadała z tramwaju. Oszczędzono mi sterczenia pół godziny na przystanku, los się i do mnie uśmiechnął 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz