Dziecko chore. Z ojcem w domu. Nie ma siłki. Trzeba mu zrobić obiad...
Wspinam się na szczyty własnych możliwości, wyżyny sztuki kulinarnej. Ryba ! Uwielbia ryby ! jakieś warzywa, delikatnie przyprawiona. No, ciut za dużo tłuszczu. Wyjątkowo się starałem...
Próbuję. Całkiem niezła wyszła, Dodaje frytki, ogóreczki malusie, niech nabiera sił przy ulubionym delikatnym posiłku.
- Tata, daj keczup do frytek.
Niech będzie... Gust mu się jeszcze wyrobi.
Wsuwa ogórki, fryty, rybę omija.
- Jasiu,a rybka ?
Bierze, wypluwa
- Jest bleee... Wyszła Ci dziś... Obrzydliwie !
Następnym razem dam mu pierogi z torebki...
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
Obiad
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Oj wybredny synek lub ma bardzo delikatne podniebienie ;)
OdpowiedzUsuń