czwartek, 30 kwietnia 2015

F22 Raptor

Jakieś półtora roku temu dostałem na imieniny model samolotu. Postanowiłem go zrobić porządnie. Model nie był idealnie spasowany, więc pieściłem, przycinałem, szlifowałem elementy... Potem poszedł na półkę z braku czasu.
Wreszcie postanowiłem wykończyć. Czyli pomalować, nanieść kalkomanię, itp Przygotowałem pilniczek do paznokci w celu ostatnich poprawek, naszkicowałem maskowanie, rozrobiłem dokładnie farbki.
- Tatuś, mogę pomalować z Tobą ?
Takich próśb się nie odrzuca. Czym skorupka za młodu... Poza tym,może kiedyś wspomni "Jako dziecko z Tatusiem sklejałem modele, piękne to było". Wytłumaczyłem mu dokładnie co i jak, że delikatnie, że po linii, że...
- Jachu, nie tak !!!!!!!!!!!
Zagłębił pędzel cały w farbce, lekko obtarł (!) nadmiar, i bach przez środek skrzydła, robiąc ze specjalistycznego wściekle drogiego pędzelka rozczapierzoną miotłę... I kałużę gęstej farby pełnej bąbelków powietrza. Potem to rozprowadzał zostawiając smugi pędzla...
Zamalowując kolorem Dark Gull Frey tydzień dopieszczany wylot sprężonych gazów silnika odrzutowego. W barwach trzech metali, z cieniowaniem i żmudnie malowanymi okopceniami.
Zarys plam kamuflażu dawno przestał się liczyć.
Odpuściłem w tym momencie wierność odtworzenia F-22 Raptor. Dałem się ponieść dziecięcej kreatywności. Niech te plamy będą fantazyjne.
Tylko... Nieopatrznie obok postawiłem otwarty sloiczek z trzecim odcieniem szarości... Więc mamy maskowanie eksperymentalne, zresztą - Raptor też jest swoistym eksperymentem, a nie podstawą wyposażenia US Air Forces.
W sumie, jak na współpracę z 5-ciolatkiem, pozostaje mi się cieszyć, że malowanie nie jest czerwono-zielone.

A mój plan na piękny model wiszący u Jasia pod sufitem  właśnie okrąża w jego rękach pokój atakując kanapę. W razie czego trochę kleju mam w zapasie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz