niedziela, 26 kwietnia 2015

U dochtora

Więc jesteśmy chorzy.
Oczy czerwone jak wampir, ucho zatkane i boli, glowa boli - pakiet.
Jachu odwiedza więc lekarzy. Okulista zaliczony, kropelki do oczu przepisane. Pediatra zaliczony, antybiotyk poszedł w ruch. Za tydzień ma być zdrów jak rydz. Tydzień dzikich pomysłów przed nami, ale jak dojdzie do siebie, bo na razie główka boli, uszko nie słyszy, i w ogóle "wszystko boli, nawet włoski".
Po drodze załapaliśmy się na świetną panią lekarkę (potoczny doktor to mi przez usta nie przejdzie, dr to ja jestem, i to z przyrostkiem inż., a nie jakiś "mgr medycyny, lekarz pediatra", jak mają na identyfikatorach napisane ;) ). Badanie krwi, z paluszka. Oczywiście Młody lekko przestraszony, chowa paluszek w rękaw, " ja się boję ". Nie było źle, nie wyrywał się, nie trzeba było go pasami do łóżka wiązać. Ja w jego wieku stawiałem większy opór. Raz nawet wygrałem :)
Wyszedł, płacze, boli paluszek, tulę, uspokajam, pocieszam. W końcu myślę - sprawdzam. Może faktycznie coś nie tak...
- Jasiek, pokaż ten palec, zobaczymy.
Zdjął gazik, nic nie widać.
- Tata, patrz, nic nie ma, i przestało boleć !
Tak nagle :)
Aczkolwiek na widok otwierających się drzwi zabiegowego na wszelki wypadek wchodził pod krzesło.

Za to nasza pani doktor - przepraszam, mgr medycyny, lekarz pediatra - podeszła i spytała
- Jeszcze czekacie na pobranie ?
- Juz byliśmy
- Jak to, nic nie słyszałam ...
- Czego ?
- Płaczu i odgłosów walki...
Na to Jasiek
- A czemu miałem płakać ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz