niedziela, 21 września 2014

Napoje Stambułu

Kawę turecką piłem kiedyś w Sarajewie, wśród kramów Bascarsii. Prawdziwą, w tygielku miedzianym parzoną, wprost z czareczki. Bez europejskich naleciałości, europejskiego udawania. Taką samą, jaką kilkaset lat temu pili tureccy bejowie. Europejskie espresso to przy niej delikatny napój. I sztuczny.
U nas podobny powiew autentyzmu można było odczuć jedynie w Pożegnaniu z Afryką. Zresztą, europejskie modne napoje kawowe to raczej wyroby cukiernicze, nawet już nie udające prawdziwej kawy...
Kiedyś lubiłem co jakiś czas wypić kawę z kardamonem. Przyprawą taką. Ostatnio postanowiłem sobie przypomnieć ten świat. Tylko... Kardamon okazał się bardzo trudnym do zdobycia towarem. Nie mam po drodze specjalnego sklepu z przyprawami, arabskiego sezamu smaków. Szukam... Myślałem, że to bardziej powszechna przyprawa :)

Herbata to inny temat. Kojarzy się z dalekim wschodem, rytuałami Chin i Japonii. Czasem z angielską herbatką o siedemnastej. W dodatku z odrobiną mleka. Ten pomysł chyba dotarł do angielskich dam z indyjskich kolonii. Największym atutem tej herbaty są chyba porcelanowe filiżanki.
Ewentualnie herbata rosyjska, z samowara, w szklance w tzw klasyczny. Z odrobiną pysznej konfitury :)
A w Turcji, zupełnie inny świat herbaty. Nie tyle, że dotychczas mi nie znany. W ogóle nie podejrzewałem, że taki istnieje. Mocna, aromatyczna, mocno słodzona. Czarna. Mają też owocowe, ale czasu mi nie starczyło na wszystkie smaki Turcji. Podawana w małych uroczych szklaneczkach w kształcie zbliżonym do tulipana. Lub do holenderskich kieliszków do jenevera ;)
I siedzą sobie Turcy w kawiarenkach. Młodzi o czymś z zapałem dyskutują, w mało zrozumiałym języku. Starsi popijają nad planszą z warcabami.

Nie wytrzymałem. Kupiłem puszkę herbaty. I komplet szklaneczek. Oczywiście Jasiek natychmiast musiał z nich wypić herbatę do kolacji. A ja, zacznę zgłębiać turecki sposób jej parzenia. I zacznę zamęczać rodzinę i gości smakiem pogranicza Europy i Azji. Smakiem imperium, które współdecydowało o losach połowy Europy przez blisko 500 lat. Pod Wiedniem nie odparliśmy hordy dzikich koczowników, a potężna armię  doskonale zorganizowanego mocarstwa, władającego całym Bliskim Wschodem.
A gdyby wynik bitwy był inny, może nie byłoby CK Kaisera, potęgi pruskiej, a sytuacja Polski byłaby wypadkową stosunków Sułtana i Cara ?
Wracam delektować się herbatą. To zdrowsze niż zgłębianie historii alternatywnej :)

1 komentarz:

  1. Też mam takie szklaneczki z Turcji, maż mi kupił w prezencie ;)

    OdpowiedzUsuń