Zazwyczaj, gdy skądś wracam po kilku dniach i Jasiek mnie wita w środku dnia, ma wybuch radości "Tatuuuś !!!!". Gdy wracam w chwili, gdy już śpi, ze stoickim spokojem rano stwierdza "O, Tata", czyli: wszystko na swoim miejscu.
Wróciłem z kilkudniowej delegacji. Późnym wieczorem, Jasiek już spał. Na szczęście dał się przekonać, żeby nie czekać na mnie. "Bo tatuś wróci późno w nocy".
Tym bardziej, że nie byłem pewny, czy zdążę z przesiadką. Miałem ekstremalnie krótki czas zmiany samolotu na CDG. Połączony z przekroczeniem granicy Schengen i powtórnym bezpieczeństwem. Kilka osób w kolejce mogło być kluczowe. A to był ostatni lot do Warszawy tego dnia. Szczęśliwie się udało, i późnym wieczorem byłem w domu. ździebko zmęczony.
Dodatkowo Jaśkowi udzielił się mój niepokój, czy zdążą przepakować bagaż. Z jego wymarzonym prezentem w środku. Takim typowym, regionalnym z Turcji. Zamówił sobie "Lego City Policja" :) Na moje szczęście zdążyli.
I zaległem we własnym łóżku, u boku własnej małżonki, z silnym postanowieniem, że porządnie się wyśpię...
Cóż...
Godzina siódma rano. Może chwilę przed. Słyszę dziki wrzask "Tatuuuś !!!!". Zanim zdążyłem otworzyć oczy, coś dużego i ciężkiego z impetem na mnie spadło. Synuś. Wtulił się. Obcałował. Myślę, poleżymy sobie wszyscy razem jeszcze chwilę. Nie.
- Przywiozłeś mi Lego Policję ?!
- Idź do pokoju i sprawdź...
- Super ! Dzięki ! To chodź, złożymy !
Czyli jednak koniec spania...
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
wtorek, 23 września 2014
Powrót z delegacji
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz