Próbujemy wyjść z przedszkola. Trzeba się przebrać. Tzn Jasiek musi. Robi to różnie
- przynosi całe ładnie złożone ubranie i się ubieramy; stopień samodzielności zależy od nastroju
- idzie do szatni, spędza tam dłuższą chwilę i wychodzi kompletnie ubrany z okrzykiem "NIESPO!!!" - to moja ulubiona wersja,
- przynosi każdą część ubrania osobno - osobno lewą rękawiczkę, osobno prawą - trwa to bliżej nieokreśloną ilość czasu.
Ostatnio postanowił urozmaicić system. Każdą część ubrania niesie inaczej. Buty trzymając między nogami. Spodnie zarzucone na głowę. Sweter wokół szyi, idąc w jednym kapciu. Trwa to jeszcze mniej skończoną ilość czasu...
Nastroje mamy w takich chwilach spolaryzowane. On jest zadowolony, dumny z pomysłu. Ja - cóż... Nie całkiem podzielam jego zachwyt. Konflikt pokoleń ?
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
poniedziałek, 24 lutego 2014
W szatni
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
My jesteśmy na etapie uciekania w podskokach z nogą w jednej nogawce, kurtce założonej tylko na jedną dłoń i sunącej po podłodze itd. Po takim ubraniowym maratonie jestem spocona czasem jak po fitnessie, a tu jeszcze wózek trzeba do windy znieść i z parteru po schodach na zewnątrz.
OdpowiedzUsuńCwaniaczek heheh :)
OdpowiedzUsuń