Zaczynamy etap gier planszowych... Z gatunku: rzut kostką, kilka pól do przodu, plus ewentualne pola funkcyjne z gatunku cofnij się, czekaj kolejkę czy masz dodatkowy rzut kostką.
Jakiś czas temu było jeszcze za wcześnie. Poruszał się raczej na pola wybrane przez siebie a nie wyznaczone przez ślepy los z dumnym okrzykiem "Jestem stary szachraj !". Nauczył się tego od Babci...
Kilka dni temu, zimowym popołudniem, przyniósł ze swojego pokoju grę "W Tomka" i oznajmił, że mamy z nim grać. Skąd pomysł nie wiem, ale rozłożył plansze, wybrał dla wszystkich pionki, ustalił szybko w jakiej kolejności rzucamy kostką (tzn że On zaczyna) i kazał grać. Przewidując dłuższą rozgrywkę przygotowałem napoje i ciastka. Okazało się, że kiedyś Najwspanialsza wprowadziła go w reguły gry. O dziwo ściśle ich przestrzegał, bez najmniejszych prób manipulacji ślepym losem :)
Okazało się, że Urwis ma szczęście do gry. Całkiem uczciwie - podkreślam - całkiem uczciwie ogrywał mnie z kretesem, po kilka razy pod rząd.
Oczywiście gdy los się w końcu do mnie uśmiechnął, strzelił focha. Sztuka przegrywania nie jest łatwa dla czterolatka. Musiałem nawet nagiąć nic losu, bo moja wygrana dwa razy pod rząd byłaby przesadą dla czteroletniej psychiki... Przy jednej dał się jeszcze namówić na gratulacje dla zwycięzcy, podziękowanie za grę. Może dlatego, że zbliżała się szansa na rewanż ?
I tak wśród śmiechu, zgrzytu zębów, ochów i achów, jęków rozpaczy i okrzyków zachwytu, głośnych komentarzy i uwag stołu pokerowego minęły trzy godziny.
Czeka nas pewnie przynajmniej kilka lat rzucania kostką. Trzeba kupić dla urozmaicenia kilka gier, bo pod koniec nie mogłem już patrzeć na Tomka i jego kolejowych przyjaciół :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz