piątek, 6 grudnia 2013

Tran

Gwoli wzmocnienia odporności, dostarczenia dziecku witamin i minerałów w zimnym i ciemnym okresie roku kupiliśmy dziecku tran. Dobry, specjalny dla dzieci, o smaku owocowym. Przyjął bez oporów. Ja tylko spróbowałem. Dziwię mu się, bo w sumie to ma smak landryny, a za słodkim obaj nie przepadamy. Ale się cieszyliśmy, że pije bez protestów.
Jakiś czas potem pozazdrościłem mu i też sobie kupiłem tran. Zwykły, tzw. naturalny smak. Lubię taki od dziecka. Po prostu, jedni piją dla przyjemności czerwoną herbatę, inni wiśniówkę, ja tran ;) Oczywiście Młody przy wspólnej wieczornej łyżeczce wyczaił, że nalewam sobie z innej buteleczki, postanowił spróbować. Ok, niech mu będzie, najwyżej wypluje, parsknie, czy coś takiego. łyknął i oznajmił, że pyszny i woli tatusiowy tranik. I tak już zostało, że co wieczór łykamy z jednej butli.
Małżonka tylko zaczyna podejrzewać ze smutkiem, że Junior może mieć tak samo skrzywione poczucie smaku jak Senior. Bo w tej dziedzinie z Ukochaną mamy często odmienne przyzwyczajenia i gusty ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz