piątek, 22 listopada 2013

Budzenie

Budzimy smyka do przedszkola. Czasem mocno protestuje, czasem wstaje radośnie, jak to w życiu. My też czasem przed świtem marudzimy, że znowu trzeba do pracy iść...
Po wyciągnięciu się, dwóch ziewach i względnym zorientowaniu się co się dzieje, nie oznaczającym oczywiście pełnego dobudzenia się, siada na łóżeczku. Czeka na transport do dużego pokoju na czyichś rękach. Tam na kanapie przez chwilę będzie się wypierzał, witał dzień już bardziej świadomie.
Jednak przed nami chwila pełna napięcia. Dokona selekcji, wyboru, które z nas zaniesie Jasia, które - Jego przytulaski. Musimy stać w szeregu przed łóżeczkiem, jak na porannym apelu. On z mina świadomego swej pozycji Pana i Władcy chwilę błądzi wzrokiem po naszych twarzach. Kręci paluszkiem młynka w powietrzu, jak przy dziecięcej wyliczance. Swiadomie buduje napięcie. Nagle - z miną zdecydowaną - pac, wskazuje wybrańca. Drugie z nas musi chwilę teatralnie poszlochać, że nie dostąpiło dziś zaszczytu...
Jaś siada, zaszczycony rodzic dostojnie dźwiga 20 kg skarbu i delikatnie kładzie na kanapie. Drugie z nas karnie zbiera pluszaki z łóżeczka. Rzecz w tym, że jest ich zazwyczaj większa ilość i wypadają, trudno zabrać się z nimi za jednym razem. Po doniesieniu przykrywamy nimi Jasia jak kołderką :) Jest ukontentowany, może się powyciągać spokojnie, rozbudzić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz