Ot, spacer plażą, nic szczególnego. Na plaży baza rybacka, kilka kutrów. Wybiliśmy mu z głowy pomysł wejścia na kuter. Zakaz zakazem, ale jakby nabrał zapachu, to jakaś mewa mogłaby pomylić go z ulubionym dorszem
Ale liny były przycumowane grubymi metalami linami, wijącymi się w piasku plaży. Kusiły. Sam się nie powstrzymałem i musiałem stanąć na jednej. Auć ! Kłuje ! Rana kłuta, na pewno głęboka i krwawa, odruchowo wsunąłem stopę głęboko w piach unikając widoku fontanny krwi.
- Jasiu, uwa....!!!
Już siedzi na piachu i ryczy, przesunął stopą po tym samym sterczącym drucie. Powtórzył mój manewr z chowaniem stóp w piasek. Ładnie na pewno głęboko rozciął... Piach trochę zatamuje krew, ale trzeba obmyć, opatrzyć i pewnie na szycie obaj. apteczka została tym razem w domu. Cholera gdzie jest ratownik ?! Dobra, muszę się zebrać w garść. Najpiękniejsza pędzi ku nam, już jej krzyknąłem, że synuś rozharatał stopę. Własne rany na razie pominąłem, dawkując emocje. Boli. Najwyżej potnę koszulkę na bandaż. Nie ma na co czekać.
- Jasiu, pokaż nogę.
Przez łzy wyjmuje z piasku, oglądam, cała.
- Ta cię boli ?
- Nie, druga.
Widać, że wyrośnie z niego prawdziwy mężczyzna.
- Pokaż drugą.
- Tylko nie zakładaj mi plasteerka !
Powoli wyjmuje. Spodziewam się brzydkiej rany. Czuję, że blednę. Nie wiem, czy to strach o pierworodnego, czy upływ krwi... Szybciej. Wyjął. Nic czerwonego nie kapie, piasek czysty. Cud nad Bałtykiem ? Oglądam uważnie resztką sił. Cała ?! Nie... Widać delikatne, zaróżowione podrapanie naskórka. Ten to ma szczęście.
Czas na mnie. Powoli wysuwam stopę z piasku. Od razu tą bolącą. Piasek znowu czysty, ale przecież krew mogła wsiąknąć głębiej, zostać na dnie. Uważne oględziny, gdzie ta rana ?! Też fałszywy alarm ?! O, jest kropeczka, to chyba ta straszliwa rana.
Żona oceniwszy nasz stan zabroniła się tak straszyć. A junior jako kontuzjowany postanowił kilka kilometrów plaży do domu przebyć w pozycji "nabaranie". Kontuzja mu przeszła na widok wypożyczalni rowero-gokartów...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz