środa, 21 sierpnia 2013

Latarnia

Zgodnie z planem zaszczepienia potomstwu pasji turystycznej, nie omieszkałem zaciągnąć go do latarni morskiej. Nawet dwie zaliczylismy. Dużo krętych schodów to coś, co uwielbia ! Nasza Bogini została na dole wygrzewając się w słońcu jak kocica  Dość sprawnie wspięliśmy się na górę, wzbudzając zdziwienie urlopowiczów. Po drodze oczywiście usiłowałem wyjaśnić mu przeznaczenie i zasadę działania latarni. Rys historyczny pozostawiłem na przyszły rok 
Tak więc dotarliśmy na platformę widokową. Widok jak to nad morzem, płasko, plaża, morze po horyzont, chyba nie zrobił na nim wrażenia, mimo moich wysiłków i próby wypatrzenia Wikingów.
Kiedyś muszę z latarni spojrzeć inaczej. Zignorować morze, przyjrzeć się linii brzegowej, ukształtowaniu terenu i układowi wioseczek z drugiej strony. Na pewno ciekawsze to niż monotonia wody i unoszących się nad nią mew. Przemóc atawizm...
Młody już podjął próbę przełamania standardów.
Rzut oka ku podstawie wieży - O, mama tam siedzi !
Rzut oka w drugą stronę - Tata, widzę nasze Volvo !
Trzeci rzut oka... - Tatko, tam jest wesołe miasteczko !!! Musimy tam biec szybko !!!
I pędem rzucił się ku wyjściu. Dobrze, że jeszcze nie odkrył zjeżdżania po poręczy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz