Piękna pogoda, popołudniowy placyk zabaw. Nietypowo, bo zamiast łazić za nim jak nawiedzony nadgorliwy przeczulony rodzic asekurując, a przy okazji samemu "pod pretekstem" wspinać się na drabinki, zmęczony dniem klapnąłem na ławce. Idąc w ślady większości matron, zanurzyłem się w bezmyślnie obserwacji trawy i sytuacji wśród rozbawionej czeredy. Jasiek zjeżdża ze zjeżdżalni, o, wspina się po takiej drabince, kratownicy z łańcuchów. Daje już radę...
Nagle.. Niespodziewany ruch w kierunku przeciwnym do spodziewanego. Nóżka nie trafiła w podparcie. Leci, zsuwa się po łańcuchach próbując ręką znaleźć punkt zaczepienia, nie kontroluje sytuacji.
Automatyczna reakcja, rzucam odruchowo obserwacje gotowości, w trybie alarmu bojowego, sprint, najwyżej stratuję innego skraca, szybciej, wyścig, czy dolecę zanim dotrze do ziemi bądź zawiśnie zaczepiony rękawem o łańcuchy ? Kątem oka, w biegu, skórze rozwój wypadków, jak zatrzymać grawitację ? W głowie pulsują numery na pogotowie, strzępy procedur z kursów BHP. Zmienia pozycję lotu, nóżka zostaje w górze, jedna, pupa niżej, plecy niżej, byle głową o deskę nie trzasnął ! Leży, raczej nie wisi, dopadam miejsca wypadku, ryczy znaczy przytomny. Opiera się na łokciach, znaczy kręgosłup cały. Uff, chyba obejdzie się bez erki i OIOMu. Jasiu, jestem, spokojnie, daj rękę, co z nogą ? W całości z resztą ciała, nie oderwana, krew nie tryska, nawet zadrapań nie widzę. Wolno unoszę, wyjmuje z oczka, kładę na ziemi.Nadal spójna z biodrem, aż dziwne. Powolutku, ostrożnie, wstań. Stoi, nie narzeka na nic, znaczy kości całe albo jest w szoku, ryczy, ale to chyba strach. Pod ubraniem bez ran, przytulony szybko się uspokaja.
Dzielna bestia, zaraz dochodzi do siebie i wspina się dalej
- Jasiu czekaj powoli pomogę Ci !
- Nie pomagaj, ja umiem !
Niech będzie, asekuruję w pobliżu, gotów do akcji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz