Zawsze jak na kilka dni wyjeżdżam, patrzę sobie na chrapiacego w najlepsze Młodego, nieświadomego świata. Coraz bardziej świadomego... Kiedyś buziak, i znikalem. Próby tłumaczenia, że i gdzie wyjeżdżam nie miały sensu. Nie kumał za bardzo. Potem to się zmieniło. Zaczął mi włazić do pakowanej walizki. Chciał, bym go zabrał choćby w luku bagażowym ? Zresztą, walizka jest atrakcją, ciągnięcie jej za sobą. Atrakcją porównywalną z kocurem i motorem
Przedszkolak już, zacząłem mu tłumaczyć, co i jak i że szybko wrócę. Próba przekupstwa spełzła na niczym.
"Ja nie chce tjaktola, nie jedź, będę płakał"
Cóż, wzruszyć potrafi. I nie wyglądało to na zwyczajową próbę manipulacji. Żal ściska, co robić, "szef kazał jechać". Zapożyczony ze strażaka Sama szef też przestaje być w takich chwilach przekonującym argumentem, autorytetem. Wieczór przed wyjazdem przy usypianiu zaczął...
"Ja nie chce, żebyś mi przywoził tlaktorek..."
Głoska "R" rozwija się ale jakoś tak ciężej się robi.
Jednak Młody kontynuuje...
"... ja chce wóz strażacki... I remizę... I KASK !!!!!!!!"
O, przekupna bestia, wbrew zasadom moralnym, etosowi urzędnika, materialista. Przynajmniej pogodził się z mim wyjazdem. Przynajmniej chwilowo
A ja zaplanowałem jakąś krówkę, traktor, maszynę rolniczą. Sam bym się bawił wymarzonymi w dzieciństwie maszynami rolniczymi z Siku. Tylko katalog miałem od koleżanki. Albo chociaż z Duplo, do kompletu, żeby przy okazji pokazać mu, że na wsi, że za miastem jest dużo fajnych rzeczy, wyrwać go z zaklętego kręgi urban culture.
Zobaczymy, może i kask fajny będzie. A jak wygra moja opcja, zapędy wychowawcze w kształtOwaniu Jego osobowości czy zainteresowań, to pojedziemy do marketu budowlanego po kask. Niech się cieszy, niech tatuś będzie też fajny, nie tylko ciekawy i dziwny
Zobaczymy.
Pewnie skończy się na kompromisie typu wóz strażacki plus krówka. Niech strażacy ratują krowę, jeśli według miejskiej legendy zdejmują biedne kociaki z drzew
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz