Byliśmy na przyjęciu urodzinowym. Tzn młody był, my jako niezbędny dodatek, celem ewentualnego poskromienia jego zapału i emocji. Jego pierwsza impreza, wyjście do koleżanki. Niedaleko, bramę obok. Koleżanka z przedszkola i podwórka. Nie snują jeszcze planów na przyszłość. Chwała Bogu.
Terminarz napięty, chcemy zdążyć, skracam powrót do domu opowieściami, jak może być fajnie, wymyślam, co będą robić. Obym się nie zapędził
Dobra, idzie do kobiety, bez kwiatka nie wypada... po drodze mamy kwiaciarnię. Małych bukiecików nie było, ale pani florystyka bardzo zgrabnie przycięła i przystroilła nam różową różę. Miodzio. Młody postanowił ja osobiście nieść. Kolce usunięte. Trochę się obawiałem, czy jej nie przygniecie łapiąc jakiegoś zająca albo nie wpadnie na pomysł, że można nią zamiatać ale dumnie i "ostrożnie" ją niósł sprawdzając co chwilę, czy jest cała i czy nadal pachnie.
Musiałem też chwilę poświęcić na przekonanie go, że najpierw musimy zajrzeć do domu się przebrać. Zwłaszcza ja marzyłem o zdjęciu krawata i małej kawie. Jemu wszystko jedno, jeszcze jest wolny od świata konwenansów. Trochę zasad zaczynamy mu cichaczem wpajać, może naturalnie nasiąknie przekonaniem, że dres nadaje się do domu i na boisko, a na spacerze czy w gościach warto wyglądać ładniej...
Osiągnęliśmy dom. Cóż... Nie chce się rozebrać, przecież wychodzi na urodziny. I czemu jeszcze nie idziemy. Najdłuższe pół godziny w jego życiu. Oczekiwanie, prawie żywcem wyjęte z Małego Księcia. Niepokój, niepewność, ciągnące się w nieskończoność minuty. Przekonałem go do zmiany stroju na bardziej odpowiedni. Psiknąłem woda toaletowa, w końcu idzie do dziewczyny. Siedzi jak na szpilkach, gotów do skoku i wyjścia, a ja leniwie pije kawę, chwila relaksu. W głowie mi się kotluje pytanie kluczowe dla organizacji wyjścia, ile czasu zajmie nam włożenie butów i kurtki.
Nagle słyszę płacz. Co jest grane ? Nie słyszałem huku o ziemię... "Nie zdążyliśmy do Oli, jest ciemno". Cóż, sami mu wmówiliśmy, że po ciemku nie można wychodzić. Z tym, że chodziło o plac zabaw... Całe szczęście, przyniósł z garażu latarkę. Akurat się przyda, choć raz. Z nią znajdziemy drogę i trafimy do koleżanki. Do bramy obok... Pewnie niedługo będziemy wracać z przedszkola z latarką Jak zwykle, chwilowe zażegnanie problemu odbije mi się czkawką
Czas przyspieszył, idziemy, kwiatek w ręce, prezent w drugiej, woń perfum, fryzurka elegancka, tylko lakierków brakuje
I nagle jakiś lęk, obawa, skojarzenie niespodziewane. Którędy jego myśli krążą ??? "Tata, będziesz ze mną śpić u Oli ?". Nie przewidziałem opcji. Piżam nie mamy. Szczoteczki do zębów też. Zresztą, ciekawe co na taką koncepcję powiedziałaby najwspanialsza z żon. I mama Oli Pewnie z tatą Oli musielibyśmy przenieść party do garażu
Szczęśliwie w końcu dotarliśmy. Prezenty dał, nie chciał zabrać z powrotem. Buzi Oli, tort z ciuchciakami, tańce i zabawa ruchomą kolejką. Jak to w tym wieku, trochę z dziećmi, trochę osobno w swoim świecie. Nawet do domu wrócił bez dużych protestów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz