Syn mi nieustannie rośnie. W codzienności widzimy to głównie po ubraniach.
Gdy spodnie od pižamy stają się rybaczkami, a potem krótkimi spodenkami.
Gdy prasuję. Kiedyś, bardzo dawno temu, cały bodzik, pajacyk, koszulka mieściły się pod żelazkiem. Pyk, kładłem żelazko, i wyprasowane. Teraz trzeba żelazkiem pojeździć, prawie jak po własnej koszuli.
Kiedyś składałem mu ubranka co najwyżej "przez pół" i było dobrze. Teraz już trzeba się nakombinować w kostkę jak własny sweter, a i tak ma coraz mniej miejsca w szafce.
Wstawiając auto do garażu zawsze Jasiek "kręci" kierownicą na moich kolanach. Niedawno zauważyłem, że coś mi nie gra. Już nie mogę patrzeć przez szybę nad nim, zasłania głową, muszę wychylić się w bok.
Tylko patrzeć, jak zacznie sięgać mi do szafy po buty i koszule...
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
czwartek, 9 stycznia 2014
Nie jestem już malutki
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz