poniedziałek, 27 stycznia 2014

Idąc do pracy

Podobno codzienne powtarzalne rytuały budują poczucie bezpieczeństwa. Więc, jak kiedyś opisałem, budzenie poranne przebiega wg ustalonej procedury. Jak już się ogarnę z poranną toaletą, śniadaniem itp, budzimy, opór jest, wybiera kto go zaniesie do drugiego pokoju, znika pod pluszakami, ja się zbieram do pracy. Od pewnego czasu proces został rozbudowany o odprowadzenie mnie do windy. Nie chce mu się wkładać kapci czy czegoś, więc... wskakuje mi na ręce. Ot, nie ma jak ponosić rano na rozgrzewkę 20 kg. Półśpiące jeszcze 20 kg. Sposób niesienia też jest ściśle uregulowany...
Wysoko, lekko go nadrzucam przez ramię. Cele są dwa
- w zależności od warunków atmosferycznych, tatuś miewa miłe w przytulaniu futerko na kurtce,
- plecak ! Ma tzw uchwyt transportowy, którego fajnie jest się potrzymać. Zasady asekuracji ?
Dochodzimy do windy. Zaczynam się spieszyć...Autobus ucieknie, trzeba będzie kilka minut stać na przystanku. Bywa zimno. Ale Młody ma inne podejście. Zwłaszcza jak ma w ręce Misiunię. Najpierw Misiunia próbuje nacisnąć przycisk od windy. Bezwzględnie muszę Ją skarcić. To przecież Jasia zadanie, nie tej łobuziary ! Ok, dopchał się do guzika, winda przyjechała. Buziak i wreszcie do pracy ? Nic z tego ! Wchodzę do windy z nim na ręku. Cały czas oczywiście trzyma uchwyt plecaka, więc przy kolejnych punktach programu muszę się jakoś schylić, przykucnąć :)
Teraz wybieramy piętro, na które mam zjechać. Parter. Powtarzamy przywołanie do porządku Misiuni. Parter wciśnięty. I szybko jeszcze pierwsze piętro. Czemu nie zrobić tatce kawału ? Potem tłumaczę sąsiadom, gdy któryś się dosiądzie, że to nie ja się pomyliłem :)
Przesiadka na mamusię.
Zjeżdżam ? Nie.. Buziak i przytulanko ! I "miłego dnia". Jeszcze muszę raz czy dwa złapać zamykające się drzwi, bo "cofa ważnego muszę Ci powiedzieć". Czasem jest to "kocham Cię", czasem "będę tęsknił". Ostatnio coraz częściej coś z zestawu
- nie zapomnij kupić gruszki
- pójdziemy na pizzę
- odbierzesz mnie dziś później z przedszkola ?
- no to pa
-  ...
I zjeżdżam. Autobus coraz częściej widzę od tylu. Zimno. I pewnie za chwilę w autobusie odbiorę telefon, żebym pamiętał kupić gruszki. 

2 komentarze:

  1. To ja się jednak jeszcze pocieszę tym, że u mnie rozstania wyglądają na razie tak, że otwiera mi drzwi, wciska guzik od windy, biegnie do mieszkania, daje buziaka i macha. Oczywiście czeka, aż winda pojedzie, bo może akurat przez przypadek ktoś wróci? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pocieszaj, się, pomysły rosną wraz. z dziećmi. Do pewnej chwili... Potem się podobno słyszy
      - To nara. Mogę wziąć kluczyki ? ;)

      Usuń