Mały człowieczek od "kilku" lat zasypiając słucha sobie muzyki. W czasach niemowlęcych sami mu śpiewaliśmy. Najwspanialsza umie śpiewać, ja jakby mniej. Ona śpiewała mu dziecięce piosenki i kołysanki. U mnie gwoździem programu była Katiusza i kompozycje własne improwizowane ;)
Gdy zaczął się posługiwać mową ojczystą, zaczął mieć swoje ulubione płyty. Dwie :) Więc do dziś po wieczornym czytaniu ich słucha. I tu się zaczyna problem. Najpierw jakaś wieżyczka z Allegro, chyba z niemieckich marketowych wyprzedaży, zakończyła żywot gwałtownie po trzech lotach z parapetu na podłogę. Od tej pory służy nam całkiem przyzwoity tzw radiotwarzacz. Po przemeblowaniu, gdy Młodemu przeszła pasja niszczenia wszystkiego w sposób chaotyczny. Niestety, urządzenie ma kilkunaście lat i wyraźnie domaga się zasłużonej emerytury. Dość skomplikowanym sposobem udaje mi się namówić urządzenie do zauważenia, że ma włożoną płytę. Tylko trwa to z dziesięć minut, i zżera mnóstwo nerwów.
Stanęliśmy więc przed wyzwaniem zakupu czegoś nowego do słuchania. Wymagania: ma odtwarzać CD i wydawać z siebie dźwięki wyższej jakości niż piski z tzw. jamników z mojej młodości.
I mam tzw. zgryz. Bo z jednej strony, byle grało i przeżyło dłużej niż do wiosny. Z drugiej chciałbym go od Młodości przyzwyczaić, że dźwięk trzeba szanować, i można a nawet trzeba wymagać więcej niż mp3 z piszczałek w laptopie. Z trzeciej, najchętniej bym kupił ślicznego Pianocrafta, ale wyrozumiałość żony i głębokość karty kredytowej mają swoje granice. Więc...
Więc szukam pomyslu... Tzw boomboxy czy radioodtwarzacze odpadają. Segmencik i dwa głośniki. Małe, wydające przyzwoite dźwięki. Tanie. Jakiś pomysł ?
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
wtorek, 10 grudnia 2013
HiFi
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz