czwartek, 6 grudnia 2012

Roboty drogowe

Wracaliśmy, powiedzmy jak zwykle, z przedszkola, a tu się okazało, że po drodze remontują ulicę. Niby zwykła szybka wymiana nawierzchni, która człowiek zauważy tylko dlatego, że korki osiągnęły natężenie niewyobrażalne, i szybko skwituje w myśli, że może przez jakiś czas będzie w miarę równo i wreszcie zasypią tą cholerną dziurę, której nijak nie dało się ominąć i groziła udawaniem koła. Optyka rodzica ciekawego świata trzylatka jest jednak zupełnie inna... Z jednej strony wiadomo, że szybko dziś nie dojdziemy do domu przy takiej atrakcji i wizja gorącej herbaty oddala się, z drugiej jest okazja urozmaicić młodemu dzień.
Dobra, sam osobiście podjąłem decyzje o nadłożeniu drogi i przyjrzeniu się remontowi z bliska. Cóż, że pada trochę, życie nauczyło mnie nosić dwa parasole 
"Tata, kopara !!!! Idziemy popatrzeć ???". Wiedziałem Pewnie, że idziemy ! Walec, koparka, inne bliżej mi nieznane maszyny, jak u Boba Budowniczego ! Jeżdżą, warczą, świecą, robota wre, aż miło popatrzeć, jak Polska rośnie w siłę. Super, pożyczyliśmy, nawet sprawnie ruszyliśmy dalej. Życie byłoby zbyt piękne....
Zaczęło mocniej oddać, wręcz lać. Młody parasol dzierżył w różnych miejscach obok siebie, czasami nawet trafiał nad głowę. Wizja choroby niezbyt mi się uśmiechała. A obok, na ulicy, megakorek. Dosłownie wszystko zastygło w bezruchu, jak zamrożone lub zastygłe pod lawą Pompeje. Kilka autobusów pod rząd. Mokro, zimno, trochę wieje. Człowiek marzy o misce i nogach w gorącej wodzie zanurzonych, gorącej herbacie z malinami, dziadkowej krzepkiej naprędce. Kurczę, został z tyłu, gapi się na autobusy. Co w nich ciekawego ?! Żeby to chociaż betoniara była ! Nie, najzwyklejszy autobus. "Tata, patrz, autobusy !". Walczę z parasolem, żeby mu na nos nie padało. Kiedy on go zdążył pogiąć ?! Zaraz wybuchne, zacznę go pchać, ciągnąć, zaganiac jak owczarek owce. Obietnica zabawy lekko zadziałała. Zamiast stać przesuwa się. We właściwym kierunku, o dziwo. Tylko tempo... gąsienicy wygrzewającej się na słońcu... Co jest fascynującego w autobusach ??? Drepcze niezbyt zadowolony, krok za krokiem, metr za metrem, jak skazaniec, parasol ciągnie za sobą, ja także dookoła niego namawiając, kusząc zabawą, strasząc dinozaurem, cedząc w myśli niebyt cenzuralne określenia. Kropla za kroplą coraz bardziej mokro. Nie wiem ile to trwało... Wolę nie wiedzieć.... Doszliśmy. Wykręciliśmy odzież. Wypiliśmy gorąca herbatę. Muszę spróbować wracać z nim autobusem. Chociaż jeden przystanek 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz